Blog

3 lipca 2017

Wiosenne wakacje w Austrii na campingu Sportcamp Woferlgut

Wiosenne wakacje w Austrii na campingu Sportcamp Woferlgut

Nasze wiosenne wakacje rozpoczynamy w czwartek 14 maja. Aura  iście makabryczna, totalne załamanie pogody – pada deszcz, jest zimno (około 9 stopni) i wieje silny wiatr. Nie spiesząc się więc około godziny 16 docieramy na nasz camping Woferlgut w Bruck an der Großglocknerstraße, kilka kilometrów od Zell Am See. Pierwsze co robimy, to oczywiście odpalamy ogrzewanie w naszej przyczepie, bo zimno jest do szpiku kości. Mamy bardzo ładną 3-pokojową kwaterę z tarasem. Oczywiście to nadmiar dla naszej dwójki, ale taki jest urok rezerwowania na ostatnią chwilę :) Po rozpakowaniu się i zaspokojeniu głodu robimy rundkę po naszym campingu – jest tu wszystko, czego trzeba dla ludzi, którzy, tak jak my, nie usiedzą zbyt długo na czterech literach (boiska, korty, siłownia, staw, basen itd.) i prawie wszystko jest wliczone w cenę. Idziemy więc wygrzać się do sauny i łaźni, a potem pograć w tenisa stołowego. Jest również bardzo klimatyczna restauracja, w której kończymy dzień na pizzy i piwie.

Camping w Austrii

Piątek jest jeszcze zimniejszy… około 7 stopni i dalej pada! No cóż, jak to mówią, nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie ;) W naszej informacji turystycznej zakupujemy Hohe Tauern Card (około 60 euro, 2014 r.), dzięki której można korzystać z większości atrakcji w okolicy. Na dziś wybieramy te in-doorowe i jedziemy do Mitterstill, gdzie znajduje się godne polecenia bardzo nowoczesne Centrum Parku Narodowego (Nationalparkwelten). Następnie jedziemy dalej do Alpentherme Gastein, po drodze zaglądając do śmiesznego zamku, a raczej baszty, która po nim została – Burg Klammstein. Jesteśmy jedynymi gośćmi , a oprowadza nas starszy pan, który tu pełni rolę całego personelu. Kiwamy głowami słuchając historii zamku, a że nic nie rozumiemy, to już inna sprawa, bo nasz przewodnik zaciąga masakryczną gwarą, niemieckiego nieprzypominającą :) Termy troszkę nas zawodzą –woda w basenach za gorąca nie jest, a my przecież potrzebujemy się wygrzać! Sauny są za to bardzo fajne i nam to rekompensują.

 

W sobotę troszkę się rozpogadza, czasem tylko lekko mży i jest około 11 stopni. W porównaniu do dnia poprzedniego to już rewelacja! Jedziemy więc do Sigmund-Thun-Klamm w Kaprun. Jest to piękny wąwóz z kaskadami, przez który poprowadzona jest kładka (płatny). Na końcu dochodzi się do małego jeziorka, które można obejść dookoła. .Potem zajeżdżamy do centrum Kaprun do Muzeum Starych Samochodów – fajna atrakcja, zarówno dla tych młodszych, jak i starszych. Na ponad 1000 m kwadratowych możemy podziwiać ponad 170 egzemplarzy, od motorków do przedziwnych stworów, bardziej przypominających żaby niż samochody :) Wracamy do domu, robimy obiad i po 17 ruszamy do Kitzlochklamm, czyli kolejnego pięknego wąwozu. Na zakończenie lądujemy w Felsentherme w Gastein.

 

W niedzielę pogoda znacznie się poprawia, rano jest 13 stopni i powoli się przeciera. Ruszamy więc w stronę Salzburga, a pierwszym naszym przystankiem na trasie jest romantyczny Wodospad Gollinger. Po przechadzce nad wodospadem docieramy do pięknego skansenu Salzurger Freilicht Museum, który prezentuje budownictwo z każdej części Salzburskiego Landu. Przechodzimy go na piechotę po drodze zatrzymując się na piwo i szarlotkę. Pod koniec ledwo człapiemy, ale ambitnie zaliczamy całość i wracamy do wejścia głównego uroczym skansenowym pociągiem. Koło 18 dojeżdżamy do Salzburga. Na szczęście jest niedziela, więc nie mamy żadnego problemu, żeby zaparkować w samym centrum. Przechodzimy przez miasto i wdrapujemy się pod twierdzę. Miasto niczym wyjątkowym mnie nie zachwyca, ale może to już zmęczenie po 3 godzinach łażenia w skansenie ;) Po skonsumowaniu pizzy i lodów mocno zmęczeni wracamy do domu.

Poniedziałek wita nas piękną słoneczną pogodą. Postanawiamy więc skorzystać z największej atrakcji, czyli ruszamy autem na Grossglocker Hochalpenstrasse. Trasa jest cudowna – co chwilę zatrzymujemy się na poboczu, żeby podziwiać krajobrazy i robić zdjęcia. Szybko pniemy się do góry, a z każdym metrem spada temperatura. Na górze jest mnóstwo śniegu i 3 stopnie! Do połowy trasy towarzyszy nam piękne słoneczko, a potem wjeżdżamy już w chmury, więc samego Grossglockera nie widać. Rozgrzewamy się herbatką i jemy pyszne ciacha w przytulnej restauracji Fuschertorl na 2430 m, a autem docieramy na 2571 m! Koniec drogi to wieża Svarowskiego, skąd podziwiamy przez lornetki kozice. Po drodze bawię się w liczenie świstaków, które krążą koło drogi lub nawet podejmują próby samobójcze przebiegając przed naszym autem – w sumie 11 sztuk :)

Zjeżdżamy na dół i robimy sobie piknik na pięknej kwitnącej łące w promieniach wiosennego słoneczka. Posileni na łonie natury jedziemy do Parku Dzikich Zwierząt - Wildpark Ferleiten (zaraz przy wjeździe na Hochalpenstasse). Miejsce jest bardzo spokojne i pięknie położone – wszędzie rozciąga się wspaniała panorama Alp. W parku mieszkają m.in. miśki, sowy, kozice, daniele, sarny i osiołek. Są też dwa przepiękne rysie, które nas zachwycają, ale najbardziej pocieszne są pokraczne alpaki :) Po powrocie na camping i zjedzeniu obiadu wciąż mamy sporo energii, a że szkoda nam tej cudownej pogody, to wskakujemy na rowery i objeżdżamy Zeller See (17,5 km, ścieżka rowerowa przebiega obok campingu).


We wtorek jedziemy autem do Krimml. Najpierw wchodzimy na chwilę do Wasser Wunder Welten, czyli do czegoś w rodzaju muzeum wody, które jest jednak raczej atrakcją bardziej dla dzieci. Następnie ruszamy nad wodospad i tu niespodzianka! Do jego szczytu idzie się prawie 2 godziny ostro pod górkę (ponad 1000 m przewyższenia). Po ostrej wędrówce i zrobieniu tysiąca zdjęć jesteśmy w końcu na górze, a że kiszki marsza grają, to idziemy kolejne pół godziny, żeby dojść do schroniska górskiego. Dochodzimy tam około 17.30 i całujemy klamkę! Okazuje się, że jest otwierane tylko w ciągu dnia w „godzinach szczytu”… No cóż, wygłodniali wracamy do auta, gdzie nieroztropnie zostały smaczne bułeczki :) Robimy w sumie 13,5 km. Wracamy mocno zmęczeni na camping po drodze zachodząc na pizzę do naszej restauracji.


W środę jedziemy do Bad Gastein. Wjeżdżamy Stubnerkogelbahn na 2251 m. U góry jest jeszcze sporo śniegu, a ja mam na sobie sportowe buty, więc nigdzie się nie oddalamy. Przechodzimy sobie wiszącym mostem, kręcimy po szczycie podziwiając widoki i wracamy kolejką na dół. Następnie idziemy spacerem zwiedzić miejscowość, która o tej porze roku jest trochę wymarła. Po powrocie na camping czas na odpoczynek – zasłużona dobra książka na leżaku na tarasie, a wieczorem relaks w naszej hotelowej saunie.


W  czwartek jedziemy do Hutten/Leogang i wjeżdżamy Leoganger Bergbahn do stacji pośredniej, bo na szczyt niestety kolejka jeszcze nie kursuje. U góry jest dobrze urządzony plac zabaw i coś jakby mini park linowy. Żar leje się z nieba i jest ponad 30 stopni! Rezygnujemy więc z zaliczenia szczytu, bo jest za gorąco i schodzimy okrężnym szlakiem przez lasy, pola i wsie. Widoki bardzo urokliwe, moje ulubione kwitnące łąki wokoło, tylko skwar daje się we znaki. Wieczorem pozostaje już tylko siła na tarasowe leżakowanie. Sauna z przyczyn oczywistych kompletnie już niepotrzebna :)


W piątek robi się trochę pochmurno, ale na pedałowanie pogoda idealna. Po śniadaniu jedziemy więc rowerami do Zell am See i wsiadamy o 11 do Pinzgauer Lokalbahn. Z powodu pięknych widoków przejażdżka tą kolejką jest przyjemnością samą w sobie, my jednak o 12.25 wysiadamy na stacji Krimml/Wald i rozpoczynamy 60 km trasę z biegiem Salzbach. Na początku jedziemy „za darmo”, bo spadek jest dość mocny, później jest już bardziej płasko. Rewelacyjna trasa wiedzie ścieżką rowerową lub bardzo mało uczęszczanymi bocznymi drogami przez wioski i pastwiska. W Mitterstill, czyli w połowie drogi robimy sobie dłuższą przerwę na rynku na skonsumowanie lodów.  Mocno zmęczeni wracamy przed 19 na camping i z biegu idziemy do naszej knajpy na piwo i Wienerschnitzla.


Sobota to leniwy dzień na opalanie i odpoczynek nad stawem ze scrabblami na naszym campingu, a w niedzielę niestety czas ruszać do domu.
Wszystkie wymienione atrakcje (łącznie z kolejką i wjazdem na Hochalenstrasse, które słono kosztują) zwiedziliśmy dzięki Hohe Tauern Card, której zakup okazał się bardzo trafiony. Było ich znacznie więcej, ale na wszystko nie starczyłoby pewnie i 3 tygodni. Camping jest zdecydowanie godny polecenia, czysty, zadbany i świetnie wyposażony. Z pewnością jeszcze tam powrócimy :)

Magdalena Kępka

 
 

Komentarze

Gosia Tomek Michał

2017-07-15 13:47:04

Cudnie!!!

To na pewno była wspaniała wycieczka.
Oj, chyba odgapimy od Was!

Gosia Tomek Michał

2017-07-15 13:44:17

Cudnie!!!
Oj, chyba odgapimy od Was.
To na pewno była wspaniała wycieczka!

Zostaw komentarz

 

Ostatnie wpisy

10 powodów, dla których warto wybrać camping zamiast hotelu

Wakacje na campingu bez wątpienia mają to „coś”. Smakują wolnością, swobodą, beztroską, pachną lasem rozciągającym się z tyłu campingowego domku, kolacją przygotowywaną na grillu, świeżymi owocami kupionymi na targu, zachwycają cała paletą dźwięków natury, śmiechem dzieci, szumem pobliskiej plaży i przyciągają co roku jak magnes, dając nieograniczone możliwości i całą paletę doznań. Wystarczy raz doświadczyć campingowej sielanki, by przepaść na dobre. Bo jak porównać śniadanie na tarasie mobile home’u pod rozłożystymi palmami do głośnej, hotelowej restauracji? Jak nie pokochać leżaka przed domkiem i wieczornego oglądania gwiazd z lampką wina w towarzystwie najbliższych? Jak nie zostać prawdziwym fanem biegania boso po trawie, wsłuchiwania się w śpiew ptaków każdego poranka, czytania książek przed własnym mobile home’em w przyjemnym cieniu drzew? 

Dolina Loary - campingi, zamki i wino!

Zamki nad Loarą są jedną z najpopularniejszych francuskich atrakcji. Nic dziwnego! W Dolinie Loary znajduje się ponad 300 zamków i pałaców.  Dodatkowo czekają tu na Was wspaniałe wina (polecamy odwiedzenie paru lokalnych winnic), urocze małe wioski, historyczne miasta, zielone ogrody i piękne trasy rowerowe (najpopularniejsza- La Loire à Vélo, biegnie wzdłuż rzeki od Cuffy do Saint-Brevin-les-Pins). Dolina Loary nazywana „Ogrodem Francji” słynie też z pysznych warzyw i owoców, takich jak szparagi, jabłka czy truskawki oraz doskonałej kuchni. Le Val de Loire to nie tylko idealne miejsce na relaksujące wakacje połączone ze zwiedzaniem- nasi klienci lubią też zatrzymywać się tu na parę dni w drodze na camping nad Atlantykiem. Sprawdźcie nasze pomysły na nocleg w Dolinie Loary!

Wakacje z dzieckiem na kempingu

Co dzieci kochają najbardziej? Swobodę, przestrzeń, słońce i wodę! Poznawanie świata to fantastyczna przygoda, zwłaszcza jeśli można go doświadczać wszystkimi zmysłami. Kemping to prawdziwy raj dla małych amatorów wrażeń i szalonej zabawy. Można tu własnymi stopami poczuć rosę na trawie, przesypywać bez końca drobny piasek na plaży, zachwycić się zieloną jaszczurką na kamieniu, zebrać bukiet letnich kwiatów dla mamy, oddać się tańcu na wieczornych animacjach czy poznać wielką sztukę jazdy na rowerze. Dzień na kempingu to prawdziwa eksplozja niezapomnianych doznań, emocji, kolorów, smaków i dźwięków natury. 

W małym początek wielkiego czyli czym są hiszpańskie tapas

Małe, fantazyjne, pachnące, ciągnące się, chrupiące, rozpływające się w ustach, wypchane warzywami, owocami morza, doskonałymi wędlinami lub serami, serwowane na zimno lub ciepło, w formie kanapeczek, szaszłyków czy mini-zapiekanek … ach, na samą myśl o tych pysznych przekąskach mam ochotę wrócić na hiszpańskie wybrzeże. Pyszne  tapas, obok flamenco, sjesty, sangrii, paelli czy cavy na stałe wpisały się w element hiszpańskiej kultury. Trudno wyobrazić sobie poznanie prawdziwej Hiszpanii bez wizyty w jednym z barów serwujących tapas, które w towarzystwie wina czy piwa zabierają smakoszy w ekscytującą podróż po lokalnych smakach.

Piłka nożna, jedzenie i niedokończona bazylika. Viva Barcelona!

Fenomenalne jedzenie, niepowtarzalny klimat i boska pogoda. Barcelona kusi, intryguje i fascynuje, a co roku odwiedza ją około 8 milionów turystów. Miasto można zwiedzać praktycznie przez cały rok. Nawet jeśli odwiedziliście Barcelonę sto razy, to zapewniamy cię, że za sto pierwszym znajdziesz w niej coś nowego!

Moje wakacje na kempingu Playa Montroig w Hiszpanii

Zastanawiając się nad wyborem kempingu na zeszłoroczne wakacje mieliśmy mały dylemat. Czy znów wrócić do naszych ukochanych Włoch czy tym razem spędzić je w innym kraju? Po krótkiej naradzie rodzinnej, zapadła decyzja, że tym razem pojedziemy do Hiszpanii na kemping Playa Montroig na wybrzeżu Costa Dorada. Rezerwacja została zrobiona i jedyne co nam pozostało to odliczanie dni do naszego wyjazdu w lipcu.

5 najlepszych campingów w Hiszpanii

Niekończące się piaszczyste plaże, gorące słońce, zabytki Barcelony i przepyszne tapas serwowane w towarzystwie chłodnej sangrii….. Czy jak my, marzycie o wakacjach w Hiszpanii? Jeśli tak, to przygotowaliśmy dla Was małą ściągę z naszymi najlepszymi campingami! Ceny campingów w Hiszpanii są wyjątkowo korzystne i na pewno każdy z Was znajdzie tu coś dla siebie! Camping na Costa Dorada, camping na Costa Brava… Nawet na hasło: „camping Barcelona” będziemy mogli zaproponować Wam parę ośrodków położonych wyjątkowo blisko tego wspaniałego miasta. Ale na razie skupmy się na naszej starannie przygotowanej liście - oto najlepsze, najchętniej przez Was wybierane pola kempingowe w Hiszpanii!

Wakacje na Costa Verde - co zobaczyć?

Dziś zabieramy Was na zachodnie wybrzeże Półwyspu Iberyjskiego i pokażemy, jak spędzić czas  na Costa Verde. Wybierzcie wakacje na campingu Playa Joyel, a do Waszej dyspozycji będą piękne piaszczyste plaże, klimatyczne nadmorskie kurorty, imponujące muzea, pełne bujnej roślinności parki krajobrazowe  i majestatyczne, górskie widoki. W tych pięknych okolicznościach przyrody spędzicie niezwykłe wakacje i z pewnością naładujecie baterie.